Blog > Komentarze do wpisu
NEW ROMANTIC ERA vol.7 - SIMPLE MINDS "EMPIRES AND DANCE" 1980

SIMPLE MINDS "EMPIRES AND DANCE" - rok 1980.

 

Simple Minds to zespół, który istnieje od 1977 roku i spokojnie funkcjonuje sobie do dziś. To bardzo dziwny zespół. Przez krytyków oskarżany o brak własnej tożsamości. Przez słuchaczy szanowany za umiejętność dostosowania własnej muzyki do czasów w jakiej jest tworzona. Ten szkocki zespół, na czele którego do dziś stoją Jim Kerr (wokalista, tekściarz) i Charles Burchill (gitarzysta, klawiszowiec  i kompozytor), to przykład na to jak umiejętnie trzeba obserwować rynek i nawet jeśli nie jesteś kreatorem nowej mody to możesz z sukcesami funkcjonować przez ponad 30 lat jeśli będziesz wyciągał odpowiednie wnioski.

Debiut "Life In A Day" to 100% zrzynka z Roxy Music i Davida Bowiego, druga płyta "Real To Real Cacophony" to echa Kraftwerk, minimalizmu, trochę nowej fali. Ja chciałbym przedstawić płytę "Empires And Dance" z roku 1980. To płyta, która stanęła na granicy krautrocka i new romantic. Czy tym razem lekcje zostały odrobione z należytą starannością?

"I travel" - zaczynamy bardzo rytmicznie, lekko i faktycznie jak w tytule jakbyśmy rozpoczęli podróż, podróż przez granicę pomiędzy kraftwerkowskim electro a noworomantycznym przebojowym synth-popem. Dobre otwarcie, lekko krzykliwy wokal Kerr'a podkreśla dynamikę zwrotek, refren z charkterystycznym klawiszem do tego trochę przesterowanych punkowych gitar. Dzisiaj to by pewnie krytycy napisali dance punk.

"Today I Died Again" - to jeden z fajniejszych utworów na płycie, kroczący rytm, trochę tajemniczych brzmien z lekko wschodnim zabarwieniem. Tu kłania sie Gary Numan jako wzorzec.

"Celebrate" - bardzo rytmicznie, transowo, wokal z dużym patosem, podniosły, taki kaznodziejski, całość w duchu pierwszych płyt ULTRAVOX (tych z Johnem Foxxem).

"This Fear Of Gods" - to jeden z lepszych utworów na płycie. Bardzo fajnie rozwijający się, z narastającym napięciem. Klawisze w tle, na pierwszym planie rytm, wokal trochę cofnięty ale też w kaznodziejskim stylu. Znowu kłania się ULTRAVOX z FOXXEM i Gary Numan. Plus echa Roxy Music.

"Capital City" - to najmniej noworomantyczny utwór, ewidentnie jeszcze podkradziony Roxy Music. Długi i trochę nudny. Wokal trochę pod Jima Morrisona ale tak naprawdę nic tu się nie dzieje. Słabo. 

"Constantinopol Line" - tu też niewiele się dzieje, niby mroczny klimat, znowu od Garego Numana trochę od Bauhaus (w warstwie wokalnej) ale braki kompozytorskie niestety wychodzą bardzo.

"Twist/Run/Repulsion" - tu znowu UTLTRAVOX z Foxxem. Taki bardzo dziwny utwór, mało przebojowy, z elementami jazzu. Plus francuskie kobiece melodeklamacje. Znowu echa Kraftwerk

"Thirty Frames A Second" - tu Gary Numan wspólnie z The Human League w refrenie.

"Kant-Kino" i "Room" - to takie niecodzienne zakończenie płyty, dwa fragmenty jeden tylko instrumentalny, drugi jakby niedokończony ale bardzo intrygujący i zachęcający mimo wszystko do sięgnięcia po następną płytę zespołu.

Ta płyta (nic że wtórna i jescze trochę bez wyrazu) była wstępem do pierwszej w ich dorobku naprawdę fajnej i ważnej płyty "New Gold Dream" (o niej będzie następna opowieść). Później poszli w ślady innych ale o tym w innej szufladce. Celowo też nie zagłębiam się w literaturę bo dopiero na "Street Fighting Years" Kerr wspiął się na poziom warty zainteresowania.

A tak wyglądali w roku 1980 (prawda, że stylowo)

http://www.youtube.com/watch?v=tbZSXSICdFE&feature=related

 Ta płyta nie jest 100% noworomantyczna ale celowo ją tu zaprezentowałem, gdyż granica pomiędzy kraurockiem, electro spod znaku Garego Numana, pierwszymi płyty ULTRAVOX i THE HUMAN LEAGUE a późniejszymi dokonami ULTRAVOX czy VISAGE biegła właśnie w takim graniu.

Zapraszam na następne opowieści. Marek

sobota, 08 stycznia 2011, electrum

Polecane wpisy